Przejdź do głównej zawartości

Jej Wysokość Empatia vs.złość

„Empatia zniszczy każdy wkurw.” Anne Carlson „Pracujące mamy” serial Netflix 

Uwaga! Będzie niemodnie o empatii. 

Empatia to królowa. W mojej bańce zdaje się rządzić niepodzielnie. Wszyscy pragną wykazywać się empatią, być traktowani z empatią i oczywiście wychowywać dzieci na empatyczne. 

Kiedy 4- latek - w ocenie otaczających go dorosłych - zachowuje się nieempatycznie (np. nie chce się dzielić swoimi rzeczami), znaczy, że coś jest z nim nie tak i trzeba natychmiast coś zrobić, bo inaczej wyrośnie na socjopatę (albo jeszcze gorzej!). 

Wielu rodziców martwi się, że ich dzieci są egoistyczne i nieempatyczne. Czuję ten niepokój dorosłych w gabinecie i w szkole. 

Dlatego nieustająco ROZMAWIAMY z dziećmi. Bo jak wiadomo, "Z dziećmi trzeba rozmawiać". Ten tekst, jako matka trójki dzieci, często obecna na różnego rodzaju zebraniach przedszkolnych, szkolnych i innych, mam wgrany na mój twardy dysk. I choć go wciąż słyszę, to go nie słucham wcale. 

Ten tekst nie oznacza bynajmniej, że z dziećmi trzeba być w kontakcie, ciekawić się ich światem wewnętrznym, wsłuchiwać się w ich uczucia i potrzeby. Ten tekst jest o tym, że dzieciom trzeba WYJAŚNIAĆ, jak należy żyć. Mówić, co im wolno, a czego nie, jak powinny się zachować, czego nie robić, za co przepraszać i dziękować.

Rodzice małych dzieci mówią:  

"Tak nie robimy."  

"Nie bijemy dzieci." 

"Nie rozwalamy babek i nie sypiemy piaskiem." 

Bardzo często pełnym słodyczy tonem, skrywającym zniecierpliwienie i zawstydzenie. Ze starszymi dziećmi sprawa się trochę komplikuje, gdyż dorośli wyraźniej widzą oddzielające się od nich, samodzielne i często dokonujące własnych, niezależnych wyborów dziecko. Jednak nadal, a może jeszcze silniej za cel przyjmujemy WYCHOWYWANIE dzieci przez mówienie im, co należy, co wypada, a co jest absolutnie niedozwolone.  

"Natychmiast go przeproś!" 

„Jak tak możesz?” 

"Przecież widzisz, jak jej przykro.." 

"Twoja siostra płacze, daj jej pobawić się swoim autem." 

"Jesteś niegrzeczny, przecież widzisz, że to boli twojego brata."

Nasze starania skoncentrowane są wokół tego, aby było spokojnie, miło, aby nie było konfliktów. Żeby nikt na nikogo się nie złościł. Ważnym celem tych starań jest to, aby wychować dzieciaka na EMPATYCZNEGO. 

Czy jednak ma to szansę się udać? Wątpię. 

Takie działania mogą jedynie przypudrować nasz rodzicielski wizerunek. Tak pod słowami, gestami, a czasem nawet myślami, gdzieś głęboko pragniemy, aby nasze dzieci zachowywały się dobrze, bo to świadczy o nas. 

Tylko… co to robi dzieciom?

Mam taki pomysł, że przymus bycia empatycznym powoduje, że nie pozwalamy sobie jako rodzice na okazywanie złości. Jednocześnie mając takie marzenie, żeby nasze dzieci były empatyczne, słabo sobie radzimy z okazywaną przez nich złością, zwłaszcza jeśli wiąże się ona z trudnym zachowaniem wobec innych dzieci lub dorosłych. 

Zainspirowana tekstem jednej z bohaterek serialu „Pracujące mamy” chciałam zachęcić was do pobycia przy swoim wkurwie. I do zgody na to, aby dzieci pobyły przy swojej złości, gniewie i frustracji. Oczywiście nie same, tylko z naszym empatycznym (sic!) towarzyszeniem. 

Zapraszam Cię do przypomnienia sobie, kiedy ostatnio się zezłościłaś. 

Spróbuj przypomnieć sobie, co się wydarzyło? 

Jak czuło się twoje ciało? 

Co sobie pomyślałaś? 

Co zrobiłaś? 

Jak się zatrzymałaś? 

Jak sobie poradziłaś ze swoją złością? 

Jak czułaś się, kiedy złość ustąpiła? 

Jak się teraz czujesz, kiedy myślisz o tej sytuacji? 

Wiele kobiet w złości słyszy w swojej głowie takie mniej więcej słowa:  

"Przecież tak ci nie wolno. Nie możesz się złościć i pokazywać tego swoim bliskim. Powinnaś ich rozumieć. Musisz panować nad sobą." 

Wiemy doskonale, dlaczego tak się dzieje. Wiemy skąd ten głos. Jak dobrze się wsłuchamy, to być może rozpoznamy jego brzmienie. 

Może zatem zatrzymamy tę sztafetę i pozwolimy naszym dzieciom na złość. Pozwolimy im potupać, pokrzyczeć,a może nawet porzucać przedmiotami? Przestańmy myśleć, że są nieempatyczne, kiedy przeżywają swoją frustrację. 

Może wystarczy powiedzieć im (i sobie), że najprawdopodobniej czują złość. Powiedzmy, że to jest ok złościć się i że domyślamy się, jakie to trudne ją przeżywać, bo sami wiele razy tak właśnie się czuliśmy i że mogą na nas liczyć? 

Ale powitajmy tą energię z otwartością i z ulgą. 

Z mojej dorosłej perspektywy wiem, że kiedy pozwolę sobie na wkurw, na wyzłoszczenie się, na pobycie z moją furią, jest to dla mojej rodziny oczyszczające i bezpieczniejsze niż tłumienie emocji i włączanie przeze mnie trybu „empatia ponad wszystko”. 

Inna rzecz, że blokowanie złości i usilne próby widzenia innych w trudnej dla mnie sytuacji, niewiele mają wspólnego z prawdziwą empatyczną postawą. 

W każdym razie mi taka empatia nie pomaga być lepszą matką ani lepszą partnerką. 

Bycie empatycznym nie oznacza, że nie mogę się złościć. 

A złość jest dla mnie dobra. Chroni mnie. Pozwala mi rozumieć siebie. Rozwija mnie. 

Wkurw jest ok i nie chcę, by fałszywie pojmowana empatia odbierała mi jego energię i siłę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dogadać się z nastolatkiem cz.1

"Najlepszą gwarancją dobrych relacji z nastolatkiem  jest dobra wola, aby rozwijać się razem z nim."   Jesper Juul   Z doświadczenia wiem, że z nastolatkami warto rozmawiać. Od młodzieży można się wiele   dowiedzieć o niej, o tym, jak przeżywa świat. To spojrzenie jest świeże i cenne. Taka rozmowa zbliża i dodaje wiary, że nadal jesteśmy blisko. Czasem jednak tak trudno się dogadać. Mamy dobre intencje, staramy się ale… Mimo tego próba dialogu kończy się katastrofą, „nastolat” wychodzi trzaskając drzwiami, a my czujemy, że jesteśmy do niczego i nie umiemy już   nawet rozmawiać z własnym dzieckiem.   Znacie to? Ja niestety znam doskonale. Dzieje się tak, ponieważ istnieją pewne bariery komunikacyjne. Kiedy wkradną się w naszą rozmowę nie jest ona już dialogiem, tylko…. monologiem, wykładem, kazaniem, blablablaniem. Kto z was lubi wysłuchiwać takich wywodów? Partnera, szefa, sąsiadki, rodziców? Zgaduję, że wasze nastoletnie dzieci nie lubią. Czują się wówczas trakto

Jestem stresorem

 "Tyle mówisz o stresorach, a ty sama jesteś dla mnie największym stresorem!" Marianka K. lat 12 Zostało głośno powiedziane, ba - wykrzyczane. Już nie da się udawać, że jest inaczej. Od 12 lat jestem największym stresorem dla trójki dzieciaków. Ze słownika PWN: " stresor «czynnik wywołujący stres psychiczny lub fizjologiczny»" Zatem Była nim wtedy, kiedy zamartwiałam się czy urodzą  się zdrowe i wtedy kiedy dochodziłam do siebie po porodzie. Leżąc przez 3 dni na sali pooperacyjnej, byłam największym nieobecnym stresorem. Wtedy gdy niespodziewanie zmieniłam łóżeczko nielubiącemu zmian Synkowi i kiedy uparłam się przy stałych kolacjach.  Byłam stresorem kiedy postanowiłam, że pożegnamy smoczki i wówczas gdy znikałam na pół dnia i kawałek wieczoru, by odetchnąć trochę... Największym byłam wtedy, gdy przytulałam, lulałam to drugie, albo trzecie dziecko. Kiedy nie wstawałam w nocy, bo nawet największy płacz nie mógł mnie dobudzić, kiedy smuciłam się,  byłam myślami dal